wtorek, 8 listopada 2016

Historia pierwsza


Dziewczyna, której historię chcę Ci dzisiaj opowiedzieć, była zwykłą studentką Uniwersytetu Warszawskiego, ale pochodziła z Białegostoku. Nazywała się Paulina Kowalik.

Paulina była młodą, samodzielną kobietą, która miała dwadzieścia dwa lata, a przed sobą całe życie i karierę muzyczną. Wyglądała bardzo ładnie — gęste, kręcone jasnoblond włosy opadały na szczupłe, opalone ramiona. Jej sylwetka była smukła i kobieca, a w brązowych oczach błyszczała empatia i inteligencja. Towarzyska i zawsze uśmiechnięta, utalentowana dziewczyna. Nikt nie mógł przypuszczać, że jej życie skończy się w tak dramatyczny sposób.
Pewnego piątkowego popołudnia wróciła do domu z dobrymi nowinami.
— Mamusiu, będziesz babcią! — oznajmiła wesoło, wchodząc do kuchni, gdzie jej matka gotowała obiad.
Łyżka wypadła z brzękiem z matczynej ręki, kiedy zszokowana spojrzała na córkę. Skąd Paulina...?
— Mój Boże! — zawołała, ale nic więcej nie wyrzekła. Jej twarz wyrażała zaskoczenie, pomieszane ze strachem.
— Cieszysz się? — Paulina uśmiechnęła się, mając nadzieję, że przyszła babcia będzie szczęśliwa tak jak ona. — Bo ja się cieszę bardzo!
Tęga pani Kowalik jęknęła cicho.
— Dziecko, ależ ty masz dopiero dwadzieścia dwa lata! — zauważyła po dłuższej przerwie. Podniosła łyżkę i odwróciła się od córki, ponieważ pieczeń domagała się uwagi ze strony gospodyni. — Masz przed sobą całe życie, córciu, musisz dobrze wystartować. Nie bądź nierozważna.
Paulina dokonała w głowie szybkich obliczeń.
— Ty też miałaś dwadzieścia dwa lata, kiedy mnie urodziłaś — zaprotestowała. Nie rozumiała postawy matki.
— Źle zrobiłaś, Paulinko. — Zamieszała w garnku z zupą i dodała nieco pieprzu. — Kto jest ojcem? Wiesz? — spytała, zerkając poważnie na blondynkę znad miski z obierkami. Sprawnie zaczęła oczyszczać ziemniaki.
— Rafał, oczywiście — powiedziała pewnie dziewczyna, kładąc ręce na biodrach.
— Kochanie, powinnaś zrezygnować z macierzyństwa w tym wieku.
— Mamo, to moje życie.
— Jak zamierzacie z Rafałem utrzymać siebie i dziecko? Kto będzie się nim opiekował? Co z mieszkaniem, które wynajmujecie razem z Markiem?
— Jakoś to będzie. Urodzę Madzię. Albo Pawełka — powiedziała młodsza z kobiet, gładząc się po już trochę wypukłym brzuchu.
— Oboje jesteście nieodpowiedzialni! — wybuchła matka, odkładając nóż na blat stołu. — Jedno z was powinno mieć więcej oleju w głowie, żeby myśeć o konsekwencjach! Zawsze byłaś taka rozsądna, co się z tobą dzieje, Paulinko?
— Mamo, to moje życie! Poradzę sobie! — Paulina również podniosła głos. — Jak zawsze chcesz wejść między mnie a Rafała! Zrobię tak, jak zechcę, jestem już dorosła!
— Masz szczęście, że Sławek jest w pracy! Gdyby cię słyszał, już byłabyś sprana po tyłku!
— Mamo, zostaw mnie w spokoju! To moje życie! — Paulina odwróciła się i wybiegła z domu. Znalazłwszy się na ulicy, odszukała wzrokiem swojego starego passata i nie wahając się ani chwili, wsiadła do środka, przekręciła klucz w stacyjce i ruszyła z powrotem do Warszawy.
Jechała wściekła, a im dalej była od rodzinnego mieszkania, tym większe miała wyrzuty sumienia z powodu tego, że pokłóciła się z matką. Powinna była z nią spokojnie porozmawiać, a nie obrażać się i krzyczeć niczym wybuchowa księżniczka.
Postanowiła zawrócić w najbliższym miasteczku, wrócić i przeprosić mamę. Na razie wokół niej widać było tylko pola tuż po żniwach, ani żywej duszy. Rzężenie silnika volkswagena skutecznie zagłuszało wszystkie inne dźwięki.
Nie spojrzała w lusterko, pewna, że jest sama na szosie. W tym momencie coś nagle zarzuciło samochodem i kobieta straciła panowanie nad pojazdem. Wjechała do rowu, zszokowana tym, co właśnie miało miejsce. Ten szok i wżynająca się w brzuch kierownica były ostatnimi rzeczami, które poczuła, nim straciła przytomność na zawsze.
Wnioski są dwa. Pierwszy — życie ludzkie jest kruche, niczym delikatna porcelana; drugi — mogę się czaić wszędzie. Nawet na samotnej drodze. Rozglądaj się za ubraną w czerń postacią — może uda ci się mnie uniknąć, lecz prędzej czy później się spotkamy.
Cóż, miło było opowiedzieć Ci tę historię. Mam nadzieję, że Cię nie zniechęciłem ani nie przestraszyłem. Opowiedziałem Ci prawdę.

2 komentarze:

  1. Mrok, mrok, mrok.
    Jestem uraczona.
    Proste, schludne, nie przepadam za literaturą Polską, z czymkolwiek co polskie ( zwłaszcza imionami, brrr ), lecz tutaj, tematyka Shinigami, nie bezpośrednio, lecz jako Śmierć, ach - mam dreszcze i czekam na kolejne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    muszę powiedzieć, że tekst bardzo mi się spodobał, i czekam na więcej...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń